czwartek, 6 października 2016

Słodki zapach Trogiru

Na dworze zrobiło się zimno i deszczowo, najchętniej całe dnie spędzałabym pod ciepłą kołdrą z kubkiem gorącego Earl Grey'a. Niewiarygodne, że od słońca, drzew figowych, ciepłych wieczorów o zapachu lawendy, dzieli mnie zaledwie miesiąc. W ten deszczowy dzień, na krótką chwilę zabieram Was w miejsce, które w te wakacje na kilka dni stało się dla mnie celem porannych spacerów po "bułeczki".

Przez dwa lata swojego życia, przez okno w kuchni, miałam szczęście podziwiać Halę Mirowską. Czasem, gdy udało mi się wstać wcześniej niż zwykle miałam to w zwyczaju w tamtych czasach, zdarzało mi się nawet po przechadzać między straganami i wracać do mieszkania z zapasem warzyw na kolejny tydzień.

Przyznam, że zatęskniłam za magią tego miejsca, w wakacje.

Zmiana nawyków, ale i wysoka temperatura w z samego rana, wypraszała z malutkiego, dusznego pokoju. Z burczącymi brzuchami zapuszczaliśmy się w malownicze, kamienne uliczki miasta, by jak najszybciej znaleźć się na moście nieopodal, którego znajdowało się targowisko.

Z mostu widać tylko nieciekawe budy, gdy podejdziesz bliżej zaczyna docierać do ciebie zapach świeżego pieczywa. Wiedz, że już jesteś zgubiony!!

Zakupy zaczynaliśmy od kupienia croissantów z czekoladą, czasem od kawałka ciepłej pizzy. Za piekarenkami, oczom ukazywały się kolorowe piramidy owoców, warzyw i lokalnych specjałów. Przystając na chwilę przy jednym stoisku, siatka nagle stawała się nienaturalnie ciężka, wtedy też, uciekaliśmy z tego słodko pachnącego miejsca, by móc spałaszować jej zawartość. Śniadanie  najczęściej zjadaliśmy na ulicy, czasem w pobliskim parku lub w sercu starówki na naszym cudownym balkoniku. 







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz