niedziela, 21 lipca 2013

Hiszpania od kuchni, warsztaty w Cook up

Jakiś czas temu dostałam zaproszenie na warsztaty w studiu Cook up, które znajduje się w Forcie Mokotów przy ul. Racławickiej 99 w Warszawie. Z zaproszenie bardzo się ucieszyłam tym bardziej, że sama mogłam wybrać warsztaty w których wezmę udział. Spełnieniem moich marzeń byłby warsztaty z sezonowymi wypiekami i przetworami w roli głównej, niestety ze względu na zabieg, który mnie niedługo czeka postanowiłam wybrać takie, które odbędą się tuż przed operacją.
Padło na kuchnie hiszpańską i muszę przyznać, że bardzo się z tego cieszę.

Oczywiście nie obyło się bez błądzenia. Po około 15 minutach chodzenia w kółko, trafiłam do studia. Przy wejściu zostałam przywitana i otrzymałam fartuszek, który pośpiesznie ubrałam i zajęłam miejsce przy stanowisku.

Samo studio jest bardzo ciekawie urządzone. Duże pomieszczenie z podłużną wyspą na której odbywają się kulinarne eksperymenty, obok podłużny stół przy którym można na spokojnie zjeść przygotowane przez siebie potrawy. Na ceglanych, białych ścianach tablice z rozkładem kolejnych zajęć. 




Warsztaty prowadził Julián Redondo Bueno, który z wykształcenia jest fotografem, a obecnie szefuje w poznańskim Pika Pika Tapas. Początkowo (przez moje spóźnienie) nie mogłam ogarnąć co się dzieje, jednak po kilku minutach zaczęłam przygotowywać ulubioną tortille Juliana - z dorszem, cebulą i pietruszką. Tortilla faktycznie okazała się cudowna, postaram się ją dla Was niedługo przyrządzić.


Inni w między czasie przygotowywali Ajo Blanco (chłodnik migdałowo-czosnkowy) i Salmorejo (chłodnik z pomidorów) i masę różnych wariacji na temat tortilli. Między innymi powstała tradycyjna tortilla z ziemniakami, z rakami i czosnkiem, bakłażanem i cudowną hiszpańską szynką, a także z chorizo. Juliano pokazał nam również ekspresową wersję z chipsami.



Kiedy każdy z nas najadł się już jajek do syta przeszliśmy do konkretów. Skosztowaliśmy przygotowanych i schłodzonych wcześniej chłodników. Muszę przyznać, że Salmorejo było pyszne (je także postaram się przygotować)!

Chwilę potem zaczęły powstawać trzy paelle. Nadymiliśmy oraz narobiliśmy masę zapachów.










 W między czasie kiedy Paelle odparowywały, zabraliśmy się za przygotowywanie deseru - pączków z nadzieniem podobnym do budyniu z dodatkiem wanilii, cynamonu i cytrynowej skórki. Na nadziewanie nie starczyło czasu, ale poradziliśmy sobie maczając pączki w budyniu.




Atmosfera była bardzo zakręcona, myślę, że Cook up na te kilka godzin zamieniło się w prawdziwą hiszpańską kuchnie, pełną dobrego jedzenia, muzyki, wina i fajnych ludzi. Na warsztatach sporo się nauczyłam, dowiedziałam kilku ciekawych rzeczy o kuchni hiszpańskiej, która do tej pory była mi kompletnie obca. Serdecznie dziękuję za zaproszenie, warto było przyjechać taki kawał!

1 komentarz:

  1. marzę o takich warsztatach, wspaniała sprawa, zwłaszcza ze względu na hiszpańskość! :)

    OdpowiedzUsuń